10 lat Romansu |Erin Somers

 


 10 lat romansu

„10 lat romansu” to książka, która próbuje sprzedać czytelnikowi iluzję wielkiej miłości, a w rzeczywistości serwuje emocjonalnie jałową historię, opartą na kliszach, usprawiedliwianiu zdrady i narracyjnej stagnacji.

❌ Fabuła bez kręgosłupa

Dziesięć lat romansu brzmi jak obietnica intensywności, dramatów i rozwoju postaci. Tymczasem dostajemy fabułę stojącą w miejscu, powtarzalne sceny i bohaterów, którzy przez całą dekadę nie uczą się absolutnie niczego. Czas nie działa tu jak katalizator zmiany — jest tylko licznikiem kolejnych rozdziałów.

❌ Romans bez chemii

Relacja, która ma być sercem książki, jest zaskakująco pusta. Dialogi brzmią sztucznie, emocje są deklarowane zamiast przeżywane, a „wielka namiętność” bardziej przypomina uzależnienie od chaosu niż miłość. Czytelnik nie kibicuje bohaterom — raczej zadaje sobie pytanie: dlaczego oni wciąż to sobie robią?

❌ Moralna próżnia

Największy problem? Książka romantyzuje wieloletni romans, nie oferując żadnej refleksji, konsekwencji ani etycznej głębi. Zdrada jest tu estetyzowana, a cierpienie osób trzecich — zredukowane do tła. To nie jest literatura „kontrowersyjna”. To literatura nieodpowiedzialna narracyjnie.

❌ Styl: poprawny, ale bez charakteru

Język jest prosty, momentami poprawny, ale całkowicie pozbawiony literackiej odwagi. Brakuje metafor, rytmu, zdań, które zostają w głowie. To proza, którą się szybko czyta — i jeszcze szybciej zapomina.



📉 Podsumowanie

„10 lat romansu” to książka, która nie wykorzystuje swojego potencjału, bo zamiast opowiedzieć o cenie wyborów, emocjonalnej dojrzałości i skutkach obsesji, wybiera bezpieczną banalność. Dla czytelników szukających głębokiej, poruszającej historii — to będzie rozczarowanie.
Dla tych, którzy lubią melodramaty bez konsekwencji — być może wystarczająca.

Ocena: 2/5 ⭐⭐
(jedna gwiazdka za pomysł, druga za to, że da się dotrwać do końca)


Komentarze