„Jedna noc” – Kinga Wójcik
„Jedna noc” Kingi Wójcik to powieść, która obiecuje emocjonalny wstrząs i intensywność, ale finalnie grzęźnie w schematach i powierzchowności. Punkt wyjścia — jedno wydarzenie, które ma zmienić wszystko — brzmi obiecująco, jednak wykonanie nie dowozi ciężaru obietnicy.
Największym problemem jest papierowa psychologia postaci. Bohaterowie reagują jak z checklisty romansowo-obyczajowej: szybkie zwroty uczuć, deklaracje bez fundamentu, dramaty bardziej deklarowane niż przeżywane. Zamiast napięcia dostajemy serię przewidywalnych decyzji, które mają udawać intensywność, ale nie budują wiarygodności.
Styl bywa nierówny: momentami poprawny, momentami przegadany i banalny. Dialogi często brzmią sztucznie, jakby miały „odhaczyć” emocję, a nie ją pokazać. Tam, gdzie przydałaby się cisza, niedopowiedzenie i subtelność, autorka wybiera dosłowność — i traci na sile wyrazu.
Fabuła rozwija się mechanicznie, bez zaskoczeń. Konflikty pojawiają się i znikają zbyt łatwo, a stawka emocjonalna jest niska, bo czytelnik szybko orientuje się, dokąd to wszystko zmierza. Brakuje ryzyka narracyjnego i odwagi w pogłębieniu tematów, które aż proszą się o więcej niż powierzchowne potraktowanie.
Podsumowując: „Jedna noc” to książka lekka, szybka, ale rozczarowująca. Sprawdzi się jako niezobowiązująca rozrywka na jeden wieczór, lecz jako powieść obyczajowa z ambicją — nie spełnia oczekiwań. Z potencjału została głównie okładkowa obietnica, a nie treść.

Komentarze
Prześlij komentarz