Nominacje Empiku: literacka fikcja roku
Nie oszukujmy się: nominacje Empiku od dawna nie mają nic wspólnego z jakością literatury. To nie jest święto książki. To jest konkurs popularności dla wybranych, w którym wynik znamy, zanim jeszcze ogłoszone zostaną kandydatury.
Te same nazwiska. Ci sami autorzy. Ten sam mechanizm.
I co najważniejsze – ta sama pogarda dla czytelnika, któremu wmawia się, że „najlepsze książki roku” to te, które najlepiej pasują do strategii marketingowej.
Słabe książki, mocne nazwiska
Fakt, nie opinia: książki niektórych nominowanych autorów są regularnie miażdżone przez niezależne blogi literackie. Niskie oceny, powtarzalne zarzuty, krytyka stylu, fabuły i warsztatu. I co? I nic.
Bo w tym systemie nie liczy się tekst, tylko logo nazwiska.
Remigiusz Mróz i Ewa Woydyłło są dziś markami, nie autorami. A marka – jak wiadomo – zawsze przejdzie dalej, nawet jeśli produkt jest wadliwy.
Psychologia z ekranu, nie z życia
Szczególnie groteskowa jest sytuacja wokół książek psychologicznych. Nominowana jest osoba medialna, a pomijani są autorzy, którzy realnie pomagają ludziom, ale nie występują w telewizji śniadaniowej.
Powiedzmy to wprost:
Ewa Woydyłło nie poprawiła jakości mojego życia.
Jeśli zrobiła to jakaś polska psycholożka, to była nią Zuzanna Celmer – autorka bez medialnej otoczki, za to z treścią, która działa.
Ale Celmer nie jest „formatem”. Nie daje się łatwo sprzedać w minutowym materiale wideo. Więc jej w nominacjach nie ma. Bo Empik nie nagradza skuteczności. Empik nagradza widoczność.
Bestseller? Sprawdźmy fakty
Przeglądam listy bestsellerów regularnie. Co dwa tygodnie. Od lat.
I wiecie co? Ci nominowani tam nie istnieją.
Nie ma ich na realnych listach sprzedaży.
Nie ma ich w oddolnych rekomendacjach.
Nie ma ich w długofalowym obiegu czytelniczym.
Są za to:
na plakatach,
w zapowiedziach,
w materiałach promocyjnych.
To nie są bestsellery. To są projekty wizerunkowe.
Systemowa niesprawiedliwość
Te nominacje nie są pomyłką. One są celowo skonstruowane.
Mają wzmacniać tych, którzy już są silni, i skutecznie ignorować tych, którzy na uznanie naprawdę zapracowali.
To jest literacki nepotyzm ubrany w złotą statuetkę.
Autorzy, którzy sprzedają książki bez PR-owej kroplówki, są niewidzialni.
Autorzy, którzy nie mają zaplecza medialnego, nie istnieją.
Autorzy, którzy piszą lepiej, ale ciszej – przegrywają z tymi, którzy krzyczą głośniej.
Jedyna nagroda, która się liczy
Na koniec powtórzę coś, co wielu boi się powiedzieć głośno. Ja nie mam z tym problemu.
Jak powiedział Stephen King:
„W dupie mam nominacje. Interesuje mnie nagroda od czytelników.”
I dokładnie tak to wygląda.
Statuetki są dla branży.
Gale są dla kamer.
Rankingi są dla marketingu.
Prawdziwą nagrodą jest czytelnik, który kupuje książkę.
Za własne pieniądze.
Bez przymusu.
Bez narracji.
Reszta to tylko dobrze oświetlona iluzja.

Komentarze
Prześlij komentarz