Moje negatywne TOP 10: wydawnictwa i recenzentki, którym przestałem ufać jako czytelnik
Nie robię polowania na czarownice. Nie interesuje mnie niszczenie ludzi. Interesuje mnie coś znacznie ważniejszego: ochrona czytelników przed recenzjami, które wyglądają jak niezależne opinie, a w praktyce bywają przedłużeniem promocji książki.
Przez lata wierzyłem recenzjom książkowym w internecie. Wierzyłem, że jeśli ktoś pisze: „świetna książka”, „wciągająca historia”, „pełna emocji”, „nie mogłam się oderwać”, to naprawdę czytał uważnie, oceniał uczciwie i potrafił zauważyć zarówno plusy, jak i minusy.
Dziś jestem ostrożniejszy.
Bo nawet książka wybitna ma jakiś drobny minus. Nawet klasyka rozwoju osobistego, taka jak „Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi”, może mieć pewne ograniczenie. To kapitalna książka, ale przy trzeciej lekturze można zauważyć, że niektóre przykłady brzmią jak zasłyszane historie, anegdoty albo sytuacje trudne do pełnego zweryfikowania. To nie przekreśla wartości książki. Przeciwnie — pokazuje, że uczciwa recenzja może dać 10/10 i jednocześnie wskazać jeden mały minus.
I właśnie tego oczekuję od recenzenta: uczciwości, a nie folderu reklamowego.
Problem recenzji bez minusów
Mój problem zaczyna się tam, gdzie recenzentka lub recenzent niemal zawsze daje książkom bardzo wysokie oceny: 9/10, 10/10, same zachwyty, same plusy, zero konkretnej krytyki.
Jeśli książka ma toporne dialogi — uczciwy recenzent powinien to zauważyć.
Jeśli opisy są sztuczne — powinien to napisać.
Jeśli bohaterowie są papierowi — powinno się to znaleźć w recenzji.
Jeśli fabuła jest naciągana — nie można udawać, że wszystko jest znakomite.
Nie chodzi o to, żeby każdą książkę niszczyć. Chodzi o to, żeby nie robić z recenzji reklamy udającej opinię.
Moja zasada
Nie twierdzę, że każda współpraca barterowa jest nieuczciwa. Nie twierdzę, że każdy egzemplarz recenzencki oznacza kupioną opinię. Nie twierdzę też, że każda recenzentka współpracująca z wydawnictwem automatycznie traci wiarygodność.
Ale jako czytelnik mam prawo powiedzieć:
Jeżeli wielokrotnie kupowałem książki pod wpływem zachwytów recenzentek i później okazywało się, że te opinie kompletnie mijają się z moim doświadczeniem czytelniczym, to przestaję ufać takim rekomendacjom.
To nie jest hejt. To jest ochrona konsumenta.
Negatywne TOP 10 — profile i wydawnictwa, którym przestałem ufać
1. Poczytaj ze mną
To profil, który przez długi czas mógł wyglądać dla czytelnika jak zwykła strona z poleceniami książek. Problem w tym, że kiedy recenzje są niemal wyłącznie entuzjastyczne, a minusy książek praktycznie znikają, czytelnik zaczyna zadawać pytania.
Nie chodzi o jedną konkretną opinię. Chodzi o powtarzalny schemat: dużo zachwytów, bardzo wysokie oceny, mało realnej krytyki.
Jeżeli książka ma słabsze dialogi, przewidywalną fabułę albo toporne opisy, a recenzja tego nie zauważa, to dla mnie taka opinia przestaje być pomocna. Może być miła dla autora i wydawnictwa, ale niekoniecznie uczciwa wobec czytelnika.
Dlaczego nie polecam jako źródła decyzji zakupowej: zbyt mało minusów, zbyt dużo zachwytów, zbyt mało krytycznej równowagi.
2. Zaczytana Ola
Drugi przykład to profil, przy którym również zauważyłem problem bardzo wysokich ocen i braku realnych minusów. Nie twierdzę, że każda recenzja jest nieuczciwa. Twierdzę, że jako czytelnik przestałem ufać modelowi, w którym książki są prawie zawsze bardzo dobre, świetne, cudowne albo warte polecenia.
Jeśli ktoś regularnie daje 9/10 lub 10/10, a jednocześnie nie pokazuje konkretnych słabości książek, to dla mnie nie jest już krytyką literacką. To jest raczej katalog rekomendacji.
A katalog rekomendacji to nie to samo co recenzja.
Dlaczego nie polecam jako źródła decyzji zakupowej: brak równowagi między plusami a minusami, przewaga zachwytu nad analizą.
3. Wydawnictwa promujące książki wyłącznie przez zachwyty
Nie chodzi o jedno konkretne wydawnictwo. Chodzi o praktykę, którą widzę coraz częściej: książka dostaje mnóstwo pozytywnych opinii, recenzentki publikują podobny ton zachwytu, a czytelnik po zakupie odkrywa, że rzeczywistość jest znacznie słabsza.
Wydawnictwo ma prawo promować książkę. Ale czytelnik ma prawo wiedzieć, czy dana opinia jest niezależną recenzją, patronatem, współpracą reklamową, barterem czy elementem kampanii promocyjnej.
Dlaczego nie polecam: jeśli wokół książki widać wyłącznie zachwyty i brak jakiejkolwiek krytyki, zapala mi się czerwona lampka.
4. Recenzje patronackie bez realnej krytyki
Patronat sam w sobie nie jest złem. Problem zaczyna się wtedy, gdy patronat wygląda jak recenzja, a w praktyce jest wyłącznie promocją.
Jeżeli ktoś obejmuje książkę patronatem, trudno oczekiwać, że później napisze brutalnie szczerą opinię. Dlatego czytelnik powinien traktować takie teksty ostrożniej.
Dlaczego nie polecam: patronat często tworzy konflikt interesów, nawet jeśli nie ma złej woli.
5. Recenzje barterowe bez oznaczenia albo bez minusów
Książka za recenzję to nie zawsze problem. Problemem jest brak przejrzystości. Czytelnik powinien od razu wiedzieć, że recenzent otrzymał egzemplarz od autora lub wydawnictwa.
Jeszcze większy problem pojawia się wtedy, gdy po takim barterze powstaje tekst, w którym nie ma ani jednego konkretnego minusa.
Dlaczego nie polecam: barter bez krytycyzmu wygląda bardziej jak uprzejmość niż niezależna ocena.
6. Profile, które mylą recenzję z reklamą
Recenzja powinna odpowiadać na pytanie:
czy warto kupić tę książkę i dla kogo ona naprawdę jest?
Reklama odpowiada na inne pytanie:
jak zachęcić jak najwięcej osób do zakupu?
Jeżeli tekst składa się z samych superlatyw, cytatów promocyjnych i emocjonalnych zachęt, a nie ma analizy stylu, dialogów, konstrukcji fabuły, bohaterów i słabszych stron, to dla mnie nie jest recenzja. To jest reklama.
7. Profile z ocenami 9/10 i 10/10 dla większości książek
Nie wierzę w świat, w którym prawie każda nowość wydawnicza zasługuje na 9/10 albo 10/10.
Ocena 10/10 powinna być wyjątkowa.
Ocena 9/10 powinna oznaczać książkę naprawdę bardzo dobrą.
Jeżeli takie noty pojawiają się ciągle, przestają cokolwiek znaczyć.
Dlaczego nie polecam: inflacja ocen niszczy zaufanie do recenzji.
8. Wydawnictwa korzystające z grzecznych recenzji zamiast uczciwej krytyki
Nie mam pretensji, że wydawnictwa promują swoje książki. Od tego są. Mam pretensję wtedy, gdy promocja udaje niezależny głos czytelnika.
Jeżeli książka ma słabe dialogi, sztuczne sceny albo przewidywalną konstrukcję, a w sieci widzę tylko zachwyty, to zaczynam podejrzewać, że nie chodzi o informowanie czytelnika, ale o sprzedaż za wszelką cenę.
Dlaczego nie polecam: czytelnik nie powinien być traktowany jak ktoś, komu wystarczy ładny cytat i kilka emotikonów.
9. Recenzentki, które nie piszą, dla kogo książka NIE jest
Uczciwa recenzja powinna zawierać nie tylko: „dla kogo jest ta książka”, ale też: „komu jej nie polecam”.
To bardzo ważne. Bo książka może być dobra, ale nie dla każdego. Może być zbyt ciężka, zbyt schematyczna, zbyt brutalna, zbyt infantylna, zbyt wolna albo zbyt chaotyczna.
Jeśli recenzja nie mówi o ograniczeniach książki, jest niepełna.
10. Cały system zachwytów bez odpowiedzialności
Największy problem nie dotyczy jednej recenzentki ani jednego wydawnictwa. Problemem jest cały system, w którym:
wydawnictwo chce sprzedać książkę,
recenzentka chce utrzymać współpracę,
autor chce pozytywnych opinii,
czytelnik płaci za książkę,
a prawda o jakości tekstu ginie po drodze.
I właśnie dlatego coraz częściej nie ufam recenzjom bez minusów.
Moje podsumowanie
Nie chcę, żeby czytelnik był naiwny. Sam wielokrotnie sparzyłem się na opiniach, które obiecywały znakomitą książkę, a potem dostawałem tekst z topornymi dialogami, słabymi opisami, przewidywalną fabułą albo bohaterami bez życia.
Dlatego moja zasada jest prosta:
Nie ufam recenzjom, które nie mają żadnych minusów.
Nie ufam profilom, które niemal zawsze dają 9/10 lub 10/10.
Nie ufam tekstom, które brzmią bardziej jak reklama niż krytyka.
Nie ufam zachwytom, które nie pokazują żadnych ograniczeń książki.
Nie ufam recenzjom, które bardziej dbają o komfort wydawnictwa niż o interes czytelnika.
Bo czytelnik ma prawo do prawdy.
Nie do hejtu.
Nie do złośliwości.
Nie do niszczenia autorów.
Ale do prawdy — tak.
I jeśli książka ma minusy, to uczciwa recenzja powinna je pokazać. Nawet wtedy, gdy książka przyszła od wydawnictwa. Nawet wtedy, gdy to patronat. Nawet wtedy, gdy autorka jest miła. Nawet wtedy, gdy wydawnictwo liczy na promocję.
Bo recenzja bez minusów bardzo często nie jest recenzją.
Jest reklamą w przebraniu.

Komentarze
Prześlij komentarz