Pisarze są od tego, żeby człowiek zobaczył człowieka

 Pisarze są od tego, żeby człowiek zobaczył człowieka

Papież Leon XIV, spotykając się z pisarzami z okazji 100-lecia Watykańskiego Wydawnictwa, powiedział słowa, które powinny trafić nie tylko do autorów książek, ale do całego życia publicznego: „Potrzebujemy waszej wyobraźni, waszej kreatywności narracyjnej i waszego żywego myślenia”. Dodał, że są one potrzebne, aby tworzyć „przestrzenie wolności i autentyczności”, w których mogą wybrzmieć pocieszenie i pokój. Watykan opublikował pełny tekst przemówienia.

To nie jest tylko piękna formuła dla literatów. To jest bardzo konkretne wezwanie moralne. Pisarz ma zdolność przeprowadzenia czytelnika na drugą stronę historii. Nie po to, by usprawiedliwiać zło. Nie po to, by fałszować prawdę. Ale po to, by człowiek przestał widzieć w drugim człowieku hasło, plemię, wroga albo etykietę.

Literatura uczy patrzeć cudzymi oczami. A tego właśnie dziś dramatycznie brakuje.

Bo kiedy na grupach deklarujących miłość do prezydenta Nawrockiego i pierwszej damy pojawiają się wypowiedzi pełne pogardy wobec Ukraińców, warto zapytać bardzo prosto: gdzie tu jest chrześcijaństwo? Gdzie jest Ewangelia? Gdzie jest pamięć o Janie Pawle II, którego homilie tak chętnie przywołujemy na pomnikach, a tak rzadko czytamy w praktyce?

Nie da się jednocześnie mówić o katolickich wartościach i karmić ludzi nienawiścią. Nie da się wieszać krzyża na sztandarze, a potem deptać godność całych narodów. Nie da się mówić o prawdzie historycznej, jeśli prawda staje się tylko pałką do bicia słabszych.

Papież przypomina, że prawda nie jest terytorium do obrony, ale dobrem, którym trzeba się dzielić. To zdanie powinno być powieszone nad każdym studiem telewizyjnym, nad każdym biurem polityka i nad każdą grupą w mediach społecznościowych, gdzie ludzie mylą patriotyzm z pogardą.




I dlatego słowa Leona XIV są skierowane także do nas, Polaków.

Do tych, którzy zamiast empatii wybierają łatwy gniew.
Do tych, którzy zamiast modlitwy o pokój wolą polityczne ustawianie się przy silniejszym.
Do tych, którzy mówią o chrześcijaństwie, ale w praktyce popierają tego, kto może się przydać w przyszłości.

Jeśli ktoś w czasie wojennego napięcia bardziej ogląda się na Trumpa niż na papieskie wezwanie do pokoju, to mamy prawo pytać: czy chodzi jeszcze o wartości, czy już tylko o kalkulację? Czy to jest wiara, czy polityczny marketing? Czy to jest katolicyzm, czy dekoracja do władzy?

Bo człowiek wartości nie wybiera pokoju tylko wtedy, kiedy mu się to opłaca. Człowiek wartości nie szuka zawsze silniejszego patrona. Człowiek wartości nie buduje swojej pozycji na strachu, czarnym PR-ze i pogardzie.

Pisarze są dziś potrzebni właśnie dlatego, że polityka często zawęża człowieka do sloganu. Literatura robi coś odwrotnego: oddaje mu twarz, głos, lęk, pamięć, winę, nadzieję. Pozwala zobaczyć Ukraińca nie jako „problem”, ale jako matkę uciekającą z dzieckiem. Polaka nie jako „zdrajcę”, ale jako obywatela, który ma prawo zadawać pytania. Przeciwnika nie jako śmiecia, ale jako człowieka, z którym trzeba się spierać bez odbierania mu godności.

I może właśnie dlatego słowa papieża są tak niewygodne.

Bo gdybyśmy naprawdę potraktowali je poważnie, musielibyśmy przestać udawać, że nienawiść może być chrześcijańska. Musielibyśmy przyznać, że pycha ubrana w biało-czerwone barwy nadal pozostaje pychą. Musielibyśmy zapytać, czy nasi „katoliccy” liderzy budują miłość, współczucie i pojednanie, czy tylko używają religii jako tła do własnej kariery.

Papież Leon XIV powiedział pisarzom: potrzebujemy was.
Ja dopowiem: potrzebujemy ich bardziej niż kiedykolwiek.

Bo ktoś musi jeszcze opowiadać historie tak, żeby człowiek przestał nienawidzić drugiego człowieka.
Ktoś musi przypominać, że prawda bez miłości staje się bronią.
Ktoś musi powiedzieć jasno: Polska nie potrzebuje więcej świętej nienawiści. Polska potrzebuje sumienia.

Komentarze