Czy naprawdę chcemy takiej literatury?
Na Facebooku pojawił się film z tym psycholem ukrywającym się pod pseudonimem Marcel Moss. Obok autora — potężna kolumna jego książek. Trzydzieści osiem tytułów ustawionych jak wieżowiec. I pada pytanie: „Jak oceniłabyś jego książki, gdybyś była polonistką?”
Moja odpowiedź?
To nie jest problem przecinków, literówek czy błędów ortograficznych. To byłoby najłatwiejsze do poprawienia.
Problem jest dużo głębszy.
W książkach tego palanta bardzo często trudno znaleźć światło, dobro, nadzieję, pozytywnego bohatera, człowieczeństwo. Jest za to przemoc, mrok, zbrodnia, gwałt, trauma, rozpad psychiki i ciągłe przekraczanie granic.
Ktoś nazywa to „thrillerem psychologicznym”.
Ja mam z tym poważny problem.
Bo dobra literatura psychologiczna powinna pokazywać człowieka głębiej. Powinna pomagać zrozumieć mechanizmy zła, cierpienia, lęku, manipulacji czy traumy. Powinna prowadzić czytelnika do refleksji, a nie tylko karmić go kolejnymi dawkami przemocy i ciemności.
Jeżeli książka po książce buduje się świat, w którym człowiek jest głównie ofiarą, sprawcą, potworem albo wrakiem psychicznym, to przestaję mówić o literaturze jako sztuce, a zaczynam pytać o odpowiedzialność autora.
Bo literatura nie jest neutralna.
Książki wpływają na wyobraźnię. Na wrażliwość. Na sposób patrzenia na innych ludzi. Na to, czy po lekturze mamy więcej empatii, czy więcej cynizmu. Więcej zrozumienia, czy więcej fascynacji przemocą.
I właśnie dlatego uważam, że sukces takich książek mówi coś bardzo niepokojącego nie tylko o rynku wydawniczym, ale też o nas jako czytelnikach.
Czy naprawdę potrzebujemy aż tylu historii, w których człowiek człowiekowi robi piekło?
Czy naprawdę mrok musi być dziś sprzedawany jako „psychologia”?
Czy naprawdę polska literatura popularna ma iść w stronę coraz brutalniejszych emocjonalnych eksperymentów na czytelniku?
Moja ocena jest bardzo surowa: dla mnie to jeden z najbardziej szkodliwych kierunków we współczesnej polskiej literaturze popularnej.
Nie dlatego, że autor pisze dużo.
Nie dlatego, że sprzedaje dużo.
Nie dlatego, że ma fanów.
Tylko dlatego, że literatura, która nie daje ani dobra, ani nadziei, ani mądrości, ani prawdziwego oczyszczenia — zostawia po sobie tylko ciemność.
A ciemność, nawet dobrze sprzedana, nadal pozostaje ciemnością.

Komentarze
Prześlij komentarz