Mistrzowie szybkiego wyroku. Jak po jednym wystąpieniu zaczęto nazywać Ukraińców mordercami


Mistrzowie szybkiego wyroku. Jak po jednym wystąpieniu zaczęto nazywać Ukraińców mordercami

Po wystąpieniu Karola Nawrockiego w polskiej debacie publicznej znowu ruszyła fala łatwych oskarżeń. Wystarczyło kilka mocnych słów, kilka historycznych haseł, kilka emocjonalnych reakcji, a część ludzi natychmiast uznała, że ma prawo wydać wyrok na cały naród.

Nie na sprawców.

Nie na konkretne struktury OUN-UPA.

Nie na ideologię, która doprowadziła do mordów na polskiej ludności cywilnej.

Na wszystkich Ukraińców.

I tu zaczyna się nie pamięć historyczna, ale moralne lenistwo.

Bo jeśli ktoś dziś mówi „Ukraińcy to mordercy”, to nie tylko krzywdzi niewinnych ludzi żyjących współcześnie. On również przekłamuje samą historię Wołynia. Bo prawda o Wołyniu jest straszna, ale nie jest prymitywna. Jest tragiczna, ale nie mieści się w jednym plemiennym okrzyku.

W powieści Arkadiusza Podlewskiego pojawia się przejmujący fragment o Helci, dziecku ocalałym z grozy Wołynia. Dziewczynka opowiada siostrze Teresie o babci Anieli, o sadzie, o cieście drożdżowym, ale też o Ołenie, ukraińskiej „siostrze”, którą zamordowano za ostrzeganie Polaków. Wspomina także Wasyla Kowalczuka, który również zginął, bo przyszedł ostrzec polską rodzinę.

I wtedy siostra Teresa mówi zdanie, które powinno wybrzmieć dziś mocniej niż polityczne krzyki:

„Na Wołyniu nie wszyscy byli potworami. Byli też Wasylowie i Ołeny.”

To jest literacka scena, ale jej sens nie jest fikcją. Historycy zajmujący się Wołyniem wielokrotnie wskazywali, że wśród ludności ukraińskiej byli ludzie, którzy odmawiali udziału w mordach, ostrzegali Polaków, ukrywali ich, pomagali uciekać, a czasem płacili za to życiem. Najczęściej byli to sąsiedzi, osoby starsze, ludzie związani wieloletnimi relacjami albo rodziny mieszane.




I właśnie dlatego ci, którzy dziś krzyczą o „narodzie morderców”, kompromitują się podwójnie.

Po pierwsze, nie umieją nazwać sprawców precyzyjnie.

Po drugie, wymazują pamięć o Ukraińcach, którzy ratowali Polaków.

A to jest okrutne. Bo jeśli Wasyl ostrzegł polską rodzinę i został za to zabity jako „zdrajca”, to kim my jesteśmy, jeśli jego wnuki albo prawnuki nazywamy dziś mordercami?

Jeżeli Ołena pomogła Polakom, ryzykując życie, to co robimy z jej pamięcią, kiedy w mediach społecznościowych wrzucamy wszystkich Ukraińców do jednego worka?

To nie jest odwaga historyczna. To jest krzyk bez wiedzy.

Prawda o Wołyniu wymaga jasnego nazwania odpowiedzialności OUN-UPA. Wymaga mówienia o mordach na polskich dzieciach, kobietach, starcach, księżach i całych rodzinach. Wymaga ekshumacji, grobów, edukacji, nazwisk i dokumentów. Tego nie wolno rozmywać. Tego nie wolno zakrywać dyplomacją, poprawnością ani strachem przed trudną rozmową.

Ale prawda o Wołyniu wymaga też uczciwości wobec tych Ukraińców, którzy nie poszli za zbrodnią.

Bo oni też byli ofiarami tamtej ideologii.

Byli zastraszani.

Byli nazywani zdrajcami.

Byli wykluczani.

Byli mordowani.

Dlatego dzisiejsze zbiorowe oskarżanie Ukraińców jest nie tylko moralnie obrzydliwe. Jest również historycznie fałszywe.

Można i trzeba mówić: OUN-UPA odpowiada za ludobójstwo na Polakach.

Można i trzeba mówić: kult Bandery jest dla Polaków bolesny i nie do zaakceptowania.

Można i trzeba mówić: ofiary Wołynia mają prawo do grobów, pamięci i prawdy.

Ale nie wolno mówić: każdy Ukrainiec jest mordercą.

Bo wtedy nie bronimy prawdy. Wtedy zdradzamy tych, którzy prawdę ratowali własnym życiem.

Dziś najłatwiej jest krzyczeć. Najłatwiej jest udawać wielkiego patriotę w komentarzu na Facebooku. Najłatwiej jest po jednym wystąpieniu polityka wydać wyrok na miliony ludzi.

Trudniej jest przeczytać książkę.

Trudniej jest odróżnić sprawcę od sąsiada, który ostrzegał.

Trudniej jest zrozumieć, że pamięć nie może być ślepą zemstą.

Właśnie dlatego fragment powieści Podlewskiego jest tak ważny. Bo przypomina, że historia nie składa się tylko z oprawców i ofiar. Czasem są w niej jeszcze ludzie, którzy w najgorszym momencie zachowali człowieczeństwo.

Wasylowie.

Ołeny.

Ci, których mordowano za to, że nie chcieli być częścią zbrodni.

Jeżeli dziś ich potomków nazywamy mordercami, to znaczy, że nie zrozumieliśmy ani Wołynia, ani pamięci, ani sprawiedliwości.

Prawda o Wołyniu nie potrzebuje nienawiści do wszystkich Ukraińców.

Potrzebuje odwagi, żeby nazwać sprawców.

I uczciwości, żeby nie podeptać pamięci tych Ukraińców, którzy ratowali Polaków.

Komentarze