Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko — „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945”


Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko — „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945”

Recenzja Books When I Read

Dla kogo?

To książka dla osób, które nie szukają wygodnej historii, tylko dokumentu. Dla czytelników zainteresowanych Wołyniem, relacjami polsko-ukraińskimi, historią II wojny światowej, pamięcią ofiar i mechanizmami przemocy nacjonalistycznej.

Nie jest to lektura „do poduszki”. Nie jest to książka, którą czyta się dla literackiej przyjemności. To publikacja, którą czyta się z poczuciem ciężaru, czasem z bólem, czasem z niedowierzaniem, a często z narastającym przekonaniem, że pamięć bez konkretu bardzo łatwo zamienia się w slogan.

Plusy

Największą wartością tej książki jest dokumentacja. Siemaszkowie nie piszą eseju z wygodnymi ogólnikami. Zbierają miejsca, nazwiska, relacje, daty, opisy wydarzeń i próbują uporządkować ogrom tragedii w formie możliwie precyzyjnego zapisu.

To robi ogromne wrażenie. W świecie, w którym o historii często mówi się emocjonalnymi hasłami, ta książka wraca do podstawowego pytania: kto, gdzie, kiedy, jak i wobec kogo? Nie pozwala rozmyć zbrodni w ogólnej formule „trudnych czasów”. Pokazuje konkret. A konkret jest tu najważniejszy.

Drugim plusem jest skala pracy. To nie jest publikacja napisana na podstawie kilku wspomnień i kilku znanych przykładów. To wielka, żmudna próba zebrania rozproszonej pamięci o miejscowościach, rodzinach i ofiarach. Widać tu lata pracy, determinacji i przekonanie, że każde nazwisko ma znaczenie.

Trzeci plus to odwaga nazwania zbrodni. Autorzy nie chowają się za językiem neutralizującym odpowiedzialność. Pokazują, że za mordami stała ideologia, organizacja, przyzwolenie i system przemocy. To ważne, bo bez nazwania sprawców i mechanizmów nie ma uczciwej pamięci.

Czwarty plus to znaczenie tej książki jako punktu odniesienia. Można z nią polemizować, można dyskutować o metodologii, można sprawdzać szczegóły, ale nie da się jej łatwo ominąć. Kto poważnie rozmawia o Wołyniu, prędzej czy później musi się z tą publikacją zmierzyć.

Minusy

Największy minus jest jednocześnie skutkiem jej charakteru. To książka bardzo trudna w lekturze. Nie tylko emocjonalnie, ale też formalnie. Ogrom materiału, katalogowy sposób przedstawiania informacji, ciężar opisów i powtarzalność relacji sprawiają, że czytelnik może czuć się przytłoczony.

To nie jest narracyjna synteza dla początkujących. Osoba, która dopiero zaczyna temat Wołynia, może mieć problem z wejściem w tę książkę bez wcześniejszego kontekstu historycznego. Brakuje tu czasem prowadzenia czytelnika za rękę, szerszej interpretacji i spokojnego wyjaśnienia tła politycznego, społecznego oraz narodowościowego.

Drugim problemem jest to, że książka może zostać źle użyta. Sama dokumentacja zbrodni jest potrzebna i konieczna, ale czytelnik musi mieć świadomość, że pamięć o ofiarach nie może służyć do zbiorowej nienawiści wobec współczesnych Ukraińców. To książka o zbrodniach ukraińskich nacjonalistów, nie pozwolenie na pogardę wobec całego narodu.

Trzeci minus dotyczy języka i konstrukcji. Publikacja miejscami jest bardziej archiwum bólu niż książką w klasycznym sensie. To jej siła, ale też ograniczenie. Czyta się ją fragmentami, wraca do niej, sprawdza, konfrontuje. Próba przeczytania całości jak zwykłej książki historycznej może być po prostu za ciężka.

Czwarty problem to emocjonalny ciężar. Opisy mordów, miejscowości i ofiar kumulują się do poziomu, który trudno unieść. Ale tutaj trzeba uczciwie powiedzieć: to nie jest „propaganda emocji”. To nie autorzy sztucznie pompują dramat. Dramat wynika z samego materiału. Z faktów. Z relacji. Z tego, że za każdym wpisem stoi czyjeś życie, rodzina, dom i koniec świata.

Najważniejsza wartość książki

Najważniejsze w tej publikacji jest to, że odbiera wygodę zapomnieniu. Nie pozwala powiedzieć: „coś się wydarzyło”, „ludzie ginęli”, „były wzajemne krzywdy”. Nie. Ta książka mówi: tu była wieś, tu mieszkali ludzie, tu zostali zamordowani, tu są nazwiska, tu są relacje, tu jest ślad.

I właśnie dlatego jest tak ważna. Bo pamięć bez nazwisk łatwo zamienia się w polityczny dekor. A

 pamięć z nazwiskami staje się zobowiązaniem.




Podsumowanie

„Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945” Władysława i Ewy Siemaszków to jedna z tych książek, których nie ocenia się wyłącznie kategoriami stylu. To publikacja źródłowa, dokumentacyjna, ciężka, niewygodna i potrzebna.

Nie jest idealna jako lektura popularnonaukowa. Nie prowadzi lekko przez temat, nie ułatwia emocjonalnego dystansu, nie jest przystępna dla każdego. Ale jako zapis pamięci i próba udokumentowania ogromu zbrodni ma wielką wagę.

To książka, którą należy czytać odpowiedzialnie. Nie po to, żeby wzmacniać nienawiść. Nie po to, żeby budować współczesne uprzedzenia. Ale po to, żeby prawda o ofiarach nie została przykryta dyplomacją, strachem, modą polityczną albo wygodnym milczeniem.

Najmocniejsze wrażenie po lekturze jest proste: ta książka nie krzyczy. Ona zapisuje. A ten zapis bywa mocniejszy niż krzyk.

Ocena: 8,5/10

Za dokumentacyjną wagę, skalę pracy i znaczenie dla pamięci historycznej — bardzo wysoko.
Za trudną formę, ciężar lektury i ograniczoną przystępność dla czytelnika bez przygotowania — potrącenie punktów.

Komentarze