„Siedmiu mężów Evelyn Hugo”, czyli jak sprzedać cynizm jako kobiecą siłę
Czy Siedmiu mężów Evelyn Hugo Taylor Jenkins Reid chce nas nauczyć, że młoda dziewczyna powinna poślubić niemal obcego mężczyznę, jeżeli ten obieca jej wyjazd do Hollywood? Czy sukces usprawiedliwia wykorzystanie własnego ciała, małżeństwa i cudzych uczuć? A może dobry seks to w świecie Evelyn taki, dzięki któremu można zdobyć rolę, kontrakt, wpływy albo odpowiednie znajomości?
Obrońcy powieści natychmiast odpowiedzą: przecież książka niczego nie pochwala. Ona jedynie pokazuje brutalne realia dawnego Hollywood.
Problem polega jednak na tym, że literatura nie przemawia wyłącznie poprzez deklaracje autora. Przemawia również przez sposób, w jaki pokazuje wybory bohaterów, jakie nadaje im znaczenie i czy przedstawia je jako tragiczne błędy, czy jako dowody sprytu, siły oraz życiowej zaradności.
W przypadku Evelyn Hugo granica pomiędzy krytyką bezwzględnego systemu a fascynacją bezwzględną bohaterką zostaje niebezpiecznie zatarta.
Małżeństwo jako bilet do Hollywood
Evelyn jako bardzo młoda dziewczyna wychodzi za Erniego Diaza. Nie robi tego z miłości. Małżeństwo traktuje jak przepustkę do Kalifornii i szansę na ucieczkę z dotychczasowego życia.
Można oczywiście zrozumieć sytuację młodej osoby, która chce wydostać się z biedy, przemocy i domu pozbawionego bezpieczeństwa. Można dostrzec jej desperację. Można zauważyć, że nie miała przed sobą wielu uczciwych możliwości.
Nie oznacza to jednak, że każde działanie wynikające z cierpienia automatycznie staje się moralnie dobre.
Evelyn od początku postrzega ludzi przede wszystkim jako narzędzia. Jeden człowiek może zapewnić jej wyjazd. Drugi pomoże w karierze. Trzeci poprawi wizerunek. Czwarty odwróci uwagę od niewygodnej prawdy. Piąty stanie się zasłoną dla jej rzeczywistych uczuć.
Jej pierwszy ślub nie jest romantyczną decyzją niedojrzałej dziewczyny. Jest transakcją.
On daje jej drogę do Hollywood. Ona daje mu rolę męża.
Powieść przedstawia ten wybór jako początek rodzącej się sprawczości Evelyn. Można jednak zapytać: czy naprawdę chcemy nazywać sprawczością sytuację, w której człowiek uczy się wykorzystywać drugą osobę, zanim jeszcze sam dobrze rozumie, kim jest?
Ciało jako waluta
Evelyn bardzo wcześnie odkrywa, że jej wygląd wywołuje określone reakcje mężczyzn. Rozumie, że jej uroda może otwierać drzwi, które dla innych pozostają zamknięte.
I postanawia z tego korzystać.
Skoro mężczyźni patrzą na jej ciało, ona nauczy się na tym zarabiać.
Skoro producent chce z nią spać, ona wykorzysta go, aby zdobyć lepszą rolę.
Skoro publiczność oczekuje historii o wielkiej miłości, Evelyn stworzy odpowiednie małżeństwo.
Skoro prawda zagraża karierze, zastąpi ją lepiej sprzedającą się wersją wydarzeń.
Powieść próbuje przedstawiać takie działania jako odzyskiwanie kontroli. Bohaterka nie jest już tylko obiektem męskich spojrzeń. Sama ustala warunki. Sama decyduje, komu pozwoli się wykorzystać i co otrzyma w zamian.
Tyle że nie jest to prawdziwe wyzwolenie.
Evelyn nie odrzuca systemu, który sprowadza kobietę do twarzy, piersi, bioder i seksualnej dostępności. Ona uczy się w tym systemie skutecznie funkcjonować. Nie walczy o zmianę zasad. Chce jedynie zostać ich najlepiej opłacaną uczestniczką.
Skoro świat chce kupić jej ciało, Evelyn nie mówi: „Nie jestem towarem”.
Pyta raczej: „Ile możecie mi zaoferować?”.
Można podziwiać jej inteligencję i zdolność przetrwania. Trzeba jednak również zauważyć, że jest to moralna kapitulacja. Bohaterka nie niszczy uprzedmiotowienia. Próbuje przejąć nad nim kontrolę i otrzymać udział w zyskach.
Czy naprawdę należy uznać to za kobiecą siłę?
Czy seksualna niezależność ma polegać na świadomym wykorzystywaniu własnego ciała jako środka płatniczego?
Czy sprawczość oznacza, że człowiek może sam zdecydować, w jakiej transakcji stanie się przedmiotem?
Jeżeli tak, otrzymujemy wyjątkowo ponurą definicję emancypacji.
Seks, po którym trzeba coś załatwić
Najbardziej drażniąca w tej książce nie jest sama obecność seksu. Problemem jest sposób, w jaki zostaje on wpisany w logikę kariery, wpływów i zdobywania przewagi.
W świecie Evelyn intymność bardzo często nie prowadzi do bliskości. Prowadzi do roli, kontraktu, rozgłosu, ochrony wizerunku albo nowych możliwości.
Mężczyzna patrzy na nią jak na przedmiot. Evelyn odpowiada: skoro widzisz przedmiot, to ja ustalę jego cenę.
Powieść może przedstawiać to jako pragmatyzm. Trudno jednak nie zauważyć, że seks staje się tutaj narzędziem negocjacyjnym. Bohaterka nie tylko odpowiada na pożądanie innych. Potrafi je wywołać, wykorzystać, skierować w odpowiednią stronę i zamienić na zawodową korzyść.
Udany seks okazuje się więc nie tym, który wynika z miłości, zaufania i bliskości. Udany jest ten, po którym Evelyn otrzymuje to, czego chciała.
Rolę.
Wpływ.
Przewagę.
Milczenie.
Nową pozycję w branży.
Książka mówi również o prawdziwej intymności, bezpieczeństwie i możliwości powiedzenia ukochanej osobie prawdy. Brzmi to pięknie. Szkoda tylko, że znaczna część historii pokazuje coś odwrotnego: prawda jest dozowana, uczucia podporządkowane wizerunkowi, a relacje budowane na układach, tajemnicach i pozorowanych małżeństwach.
Siedmiu mężów, siedem szczebli kariery
Tytułowych siedmiu mężów nie tworzy historii siedmiu wielkich miłości. Są przede wszystkim kolejnymi etapami zawodowej i wizerunkowej strategii Evelyn.
Jeden umożliwia jej wyjazd.
Drugi pomaga zbudować obraz idealnej gwiazdy.
Trzeci ma przykryć plotki.
Kolejny służy promocji filmu albo ochronie kariery.
Jeszcze inny daje bezpieczną fasadę rodzinnego życia.
Niektórzy mężowie są brutalni, narcystyczni lub niebezpieczni. Nie należy ich idealizować. Jednak inni zostają przez Evelyn potraktowani instrumentalnie, ponieważ w danym momencie są jej do czegoś potrzebni.
Granica między uczuciem a użytecznością pozostaje niepokojąco cienka.
Ludzie istnieją po to, by otwierać Evelyn kolejne drzwi. Jeżeli przestają być potrzebni, można ich zostawić. Jeżeli zagrażają jej pozycji, trzeba nimi pokierować. Jeżeli prawda szkodzi karierze, należy ją ukryć. Jeżeli czyjeś uczucia komplikują plan, można uznać je za cenę sukcesu.
To nie jest wyłącznie silny charakter.
To emocjonalny oportunizm.
Kiedy mężczyzna wykorzystuje, jest drapieżnikiem. Kiedy Evelyn wykorzystuje, jest silna
Powieść stosuje wobec bohaterki wygodną podwójną miarę.
Kiedy mężczyzna wykorzystuje kobietę, jest oprawcą, drapieżnikiem albo produktem patriarchalnego systemu.
Kiedy Evelyn wykorzystuje mężczyznę, jest pragmatyczna.
Kiedy inni kłamią, bywają tchórzami, egoistami lub manipulatorami.
Kiedy kłamie Evelyn, jest skomplikowana.
Kiedy ktoś traktuje jej ciało jak narzędzie, jest to uprzedmiotowienie.
Kiedy ona używa seksualności do osiągania celów, nazywa się to odzyskiwaniem kontroli.
Kiedy inni poświęcają jej uczucia dla kariery, są bezwzględni.
Kiedy ona poświęca uczucia innych, robi to, ponieważ „nie miała wyboru”.
Taka moralna asymetria nie prowadzi do głębokiego portretu człowieka. Prowadzi do usprawiedliwienia niemal każdego działania bohaterki, o ile Evelyn potrafi później przedstawić je w odpowiednio atrakcyjny sposób.
Nie jest to prawdziwa odpowiedzialność.
To zarządzanie własną legendą.
Najpierw kariera, potem rachunek sumienia
Autorka próbuje nadać Evelyn głębię, pokazując cenę jej decyzji. Są straty, rozstania, samotność, choroby, śmierć i świadomość popełnionych błędów. Jest żal. Jest potrzeba opowiedzenia prawdy.
Problem polega na tym, że rachunek sumienia przychodzi wtedy, gdy Evelyn ma już wszystko.
Ma pieniądze.
Ma sławę.
Ma pozycję.
Ma kontrolę nad własną historią.
Ma możliwość wybrania dziennikarki, która opisze jej życie.
Łatwo po kilkudziesięciu latach powiedzieć: „Nie jestem dobrą osobą, ale zrobiłam to, co musiałam”.
Znacznie trudniej przyznać: „Krzywdziłam ludzi, ponieważ bardziej zależało mi na sukcesie niż na ich godności”.
Evelyn sprawia wrażenie, jakby nie opowiadała swojej historii po to, aby naprawdę się rozliczyć. Chce raczej przejąć kontrolę nad ostatecznym wyrokiem.
Sama wybiera moment.
Sama wybiera słowa.
Sama tłumaczy motywy.
Sama opisuje ludzi, których skrzywdziła.
Sama podpowiada czytelnikowi, w jaki sposób powinien ją osądzić.
To nie jest pełna spowiedź. To ostatnia kampania wizerunkowa.
Bohaterka przez całe życie zarządzała tym, jak widzi ją publiczność. Na końcu chce również zarządzać tym, jak zostanie zapamiętana.
Miłość jako moralne alibi
Powieść próbuje odkupić Evelyn poprzez jej miłość do Celii. To Celia ma być prawdziwym uczuciem, podczas gdy kolejni mężowie są zasłoną, strategią, koniecznością albo elementem wizerunku.
Wątek ten pokazuje również presję, pod jaką żyły osoby nieheteronormatywne w dawnym Hollywood. Strach przed ujawnieniem, utratą pracy i publicznym potępieniem był realny. Bohaterki musiały ukrywać swój związek, a ich małżeństwa często stawały się fasadą.
Nie oznacza to jednak, że wielka miłość unieważnia egoizm.
Evelyn wielokrotnie wybiera karierę, kontrolę nad wizerunkiem i własne plany. Dopiero później oczekuje, że Celia ją zrozumie, wybaczy i ponownie przyjmie.
Miłość zaczyna więc pełnić funkcję moralnego alibi.
Evelyn kłamie, ale przecież kocha.
Manipuluje, ale przecież kocha.
Rani, ale przecież kocha.
Podejmuje decyzje za innych, ale przecież chce ich chronić.
Tymczasem miłość bez odpowiedzialności może stać się kolejną formą egoizmu. Samo uczucie nie usprawiedliwia krzywdy. Człowiek nie otrzymuje moralnego immunitetu tylko dlatego, że potrafi kochać jedną osobę, jednocześnie wykorzystując wiele innych.
Evelyn nie obala systemu. Staje się jego mistrzynią
Najważniejsze pytanie brzmi: czy Evelyn rzeczywiście odzyskuje władzę nad swoim życiem?
Tylko częściowo.
Nie tworzy świata, w którym młoda aktorka nie musi spać z producentem. Tworzy świat, w którym aktorka ma sama zdecydować, z którym producentem opłaca się przespać.
Nie walczy o to, aby kobieta nie musiała zawierać fikcyjnego małżeństwa. Walczy o to, by mogła wybrać najlepiej dopasowanego fikcyjnego męża.
Nie odrzuca kultury sprzedającej kobiece ciało. Chce mieć większy wpływ na sposób jego sprzedaży.
Nie zmienia reguł gry. Uczy się grać lepiej od pozostałych.
Można nazwać to przetrwaniem. Można nazwać zaradnością. Można nawet podziwiać jej skuteczność.
Nie należy jednak mylić skuteczności z moralnością.
Evelyn nie jest rewolucjonistką obalającą zepsuty system. Jest jego idealnym produktem: pięknym, inteligentnym, bezwzględnym i gotowym wykorzystać każdą okazję.
System najpierw próbuje ją uprzedmiotowić.
Później ona zaczyna uprzedmiotawiać innych.
Błyskotliwa powieść z niebezpiecznym przesłaniem
Siedmiu mężów Evelyn Hugo jest sprawnie napisaną książką. Ma tempo, tajemnice, skandale, efektowne zwroty akcji oraz bohaterkę, której czytelnik jednocześnie nie ufa i nie może przestać słuchać.
Taylor Jenkins Reid doskonale wie, jak budować napięcie i stopniowo odsłaniać kolejne warstwy życiorysu gwiazdy. Powieść jest atrakcyjna, filmowa i łatwa do pochłonięcia w kilka wieczorów.
Jednak jej popularność pokazuje również, jak łatwo współczesna kultura zachwyca się cynizmem, gdy zostanie on odpowiednio opakowany.
Wystarczy nazwać manipulację sprawczością.
Wykorzystywanie ludzi — ambicją.
Seksualną transakcję — kontrolą nad własnym ciałem.
Kłamstwo — ochroną prywatności.
Małżeństwo z wyrachowania — przetrwaniem.
Egoizm — skomplikowaną naturą człowieka.
Oczywiście książka nie mówi wprost młodym dziewczynom: poślubcie pierwszego mężczyznę, który obieca wam wyjazd do Hollywood. Nie twierdzi dosłownie, że pracę i sukces należy zdobywać seksem.
Jej przesłanie jest bardziej subtelne, a przez to może być jeszcze bardziej niebezpieczne.
Jeżeli świat jest niemoralny, ty również możesz odrzucić moralność.
Jeżeli system wykorzystuje ciebie, masz prawo wykorzystywać innych.
Jeżeli cel jest wystarczająco ważny, środki przestają mieć znaczenie.
Jeżeli później opowiesz swoją historię odpowiednio przekonująco, niemal każdą krzywdę można przedstawić jako cenę przetrwania.
Niebezpieczne usprawiedliwienie dla młodych ludzi
Największy problem tej powieści ujawnia się właśnie na końcu. Siedmiu mężów Evelyn Hugo może zostać odczytane jako szerokie usprawiedliwienie dla młodych osób, które marzą o karierze.
Nie tylko aktorek.
Także sportsmenek, piosenkarek, biznesmenek, influencerek, dziennikarek, modelek, a nawet polityczek.
Przesłanie brzmi niepokojąco prosto: kiedy pojawia się okazja, trzeba ją wykorzystać. Nawet kosztem zasad. Nawet kosztem cudzych uczuć. Nawet wtedy, gdy sukces wymaga kłamstwa, manipulacji, seksualnej transakcji albo potraktowania człowieka jak szczebla prowadzącego wyżej.
Taki punkt widzenia jest nie do przyjęcia.
Ambicja nie unieważnia moralności.
Trudne dzieciństwo nie daje prawa do krzywdzenia innych.
Dyskryminacja nie daje prawa do manipulowania niewinnymi osobami.
Opresyjny system nie zmienia kłamstwa w cnotę.
Fakt, że świat bywa brutalny, nie oznacza, że człowiek musi przyjąć jego najgorsze reguły, a następnie usprawiedliwiać się słowami: „Taki jest system. Taki jest świat. Nie miałam wyboru”.
Człowiek niemal zawsze ma wybór.
Być może wybór trudniejszy.
Być może mniej opłacalny.
Być może prowadzący do mniejszej sławy, mniejszych pieniędzy i wolniejszej kariery.
Ale istnieje różnica pomiędzy ceną, którą człowiek płaci sam, a ceną, którą każe zapłacić innym.
Evelyn przez całe życie wybierała często tę drugą możliwość.
„Taki jest świat” nie jest rozgrzeszeniem
Evelyn sprawia wrażenie, jakby chciała opublikowania swojej historii przede wszystkim po to, aby usprawiedliwić krzywdzenie ludzi.
Jej ostateczna argumentacja brzmi symbolicznie:
Taki był system.
Tak działało Hollywood.
Taki był świat.
Musiałam przetrwać.
Musiałam wykorzystać okazję.
Musiałam chronić karierę.
Musiałam kłamać.
Musiałam decydować za innych.
Tylko czy słowo „musiałam” rzeczywiście usuwa odpowiedzialność?
Czy człowiek może krzywdzić innych, a następnie uznać, że winny jest system?
Czy można świadomie wykorzystywać ludzi, a później nazwać to walką o siebie?
Czy sukces osiągnięty kosztem drugiego człowieka staje się uczciwy tylko dlatego, że został opisany w atrakcyjnej, bestsellerowej powieści?
Nie.
„Wszyscy tak robią” nie jest argumentem moralnym.
„Taki jest świat” nie jest rozgrzeszeniem.
„Nie miałam wyboru” nie może być automatycznym usprawiedliwieniem każdej zdrady, manipulacji i krzywdy.
Można zdobyć sławę i jednocześnie przegrać jako człowiek.
Można pokonać system, stając się jego najbardziej cynicznym produktem.
Można opowiadać o wielkiej miłości, a przez całe życie używać innych jako zasłon, narzędzi i zabezpieczeń.
Można wygrać karierę, a przegrać własne sumienie.
Evelyn Hugo żyją także w dzisiejszej Polsce
Trudno oprzeć się wrażeniu, że takich Evelyn nie brakuje również we współczesnej Polsce.
Nie muszą być gwiazdami Hollywood. Mogą funkcjonować w show-biznesie, sporcie, mediach, biznesie, polityce, internecie albo lokalnych środowiskach władzy.
Budują kariery na układach, wizerunku, znajomościach, seksualności, bezwzględności i umiejętnym wykorzystywaniu cudzych słabości. Potrafią oczarować odpowiednie osoby, związać się z człowiekiem, który otworzy im właściwe drzwi, a później przedstawić własną drogę jako dowód niezwykłej determinacji.
Każdą krzywdę tłumaczą presją środowiska.
Każde kłamstwo — walką o pozycję.
Każdą zdradę — koniecznością przetrwania.
Każde wykorzystanie człowieka — życiową zaradnością.
Każdą moralną granicę — przestarzałym uprzedzeniem.
Takich Evelyn można spotkać wszędzie tam, gdzie kariera staje się ważniejsza od uczciwości, a człowiek zaczyna wierzyć, że wynik usprawiedliwia wszystkie środki.
Nie chodzi tylko o kobiety. Ten sam mechanizm dotyczy również mężczyzn. Problemem nie jest płeć, lecz mentalność, według której ludzie są narzędziami, relacje transakcjami, a moralność przeszkodą dla ambitnych.
Ostateczny werdykt
Siedmiu mężów Evelyn Hugo można czytać jako ostrzeżenie. Nie tylko przed Hollywood, sławą i medialnym zakłamaniem.
Przede wszystkim przed sposobem myślenia, w którym każda sposobność usprawiedliwia każde zachowanie.
Przed przekonaniem, że skoro system jest niemoralny, człowiek również może odrzucić moralność.
Przed światem, w którym własne ciało staje się walutą, małżeństwo narzędziem promocji, przyjaźń zabezpieczeniem, a drugi człowiek jedynie środkiem prowadzącym do celu.
Evelyn Hugo nie jest dla mnie wzorem wyzwolonej kobiety.
Jest osobą, która nauczyła się sprzedawać niemal wszystko: małżeństwo, seksualność, pochodzenie, przyjaźń, prywatność, uczucia i cudze zaufanie. Na końcu sprzedaje nawet własną spowiedź, starannie wybierając osobę, która ją opisze, moment publikacji oraz sposób, w jaki świat ma ją zapamiętać.
To nie jest historia o wolności.
To historia o kobiecie, która tak długo traktowała życie jak transakcję, aż niemal każdą relację zamieniła w kontrakt.
Świat nie staje się lepszy dzięki ludziom, którzy doskonale nauczyli się wykorzystywać jego zepsucie.
Ocena BOK: 5/10
Plusy: sprawna narracja, mocna konstrukcja, filmowe tempo, interesujący obraz mechanizmów dawnego Hollywood, bohaterka wzbudzająca silne emocje.
Minusy: romantyzowanie manipulacji, podwójne standardy moralne, utożsamianie seksualnej transakcyjności ze sprawczością, instrumentalne traktowanie ludzi oraz zbyt łatwe usprawiedliwianie krzywdy ambicją, traumą i zepsuciem systemu.
Werdykt: efektowna powieść o cenie sławy, która chwilami sama zbyt mocno zachwyca się tym, co rzekomo próbuje potępić.

Komentarze
Prześlij komentarz