„Czerwona nić” Agnieszka Jeż

 

„Czerwona nić” Agnieszki Jeż – kryminał zaplątany we własne ambicje

Jedna nić, dwoje zamordowanych dzieci i trzydzieści lat milczenia. Brzmi jak początek kryminału, który powinien chwycić czytelnika za gardło. Problem w tym, że „Czerwona nić” znacznie częściej poprawia krajobraz za oknem, niż naprawdę zaciska pętlę napięcia.

Agnieszka Jeż miała w rękach niemal wszystko, czego potrzeba do stworzenia mocnego otwarcia serii: zbrodnię sprzed lat, niewyjaśnioną śmierć dzieci, zagubiony sandał, tajemniczy przedmiot znaleziony na strychu, zamkniętą społeczność oraz policjantkę próbującą uciec przed własną przeszłością. To materiał na duszny, bezlitosny kryminał o pamięci, winie i zmowie milczenia.

Tyle że z tej obietnicy powstaje książka znacznie spokojniejsza, grzeczniejsza i bardziej obyczajowa, niż sugeruje jej punkt wyjścia.

Zbrodnia, która powinna boleć bardziej

Największy problem „Czerwonej nici” polega na tym, że dramatyczna historia zamordowanych dzieci nie zawsze zajmuje w powieści należne jej miejsce. Zamiast bezustannie uwierać, wracać w spojrzeniach mieszkańców i zatruwać codzienność lokalnej społeczności, momentami staje się jednym z kilku elementów rozbudowanej układanki.

Autorka poświęca dużo uwagi krajobrazom, lokalnym wierzeniom, życiowym zmianom bohaterki, relacjom i obyczajowemu tłu. Wszystko to może budować klimat, ale jest go tak dużo, że główny wątek kryminalny chwilami traci ostrość. Czytelnik zamiast czuć, że uczestniczy w dramatycznym wyścigu po prawdę, ma niekiedy wrażenie, że spaceruje po pięknej Suwalszczyźnie, od czasu do czasu zaglądając do starych akt.

To nie jest kryminał dla osób oczekujących tempa, nieustannego zagrożenia i zwrotów akcji wywracających historię do góry nogami. Tutaj wszystko rozwija się niespiesznie. Bardzo niespiesznie. Czasami wręcz zbyt ostrożnie.

Ruta Rosieńska – bohaterka z potencjałem, ale jeszcze bez pazura

Ruta miała szansę stać się bohaterką, którą zapamiętuje się natychmiast: dojrzałą policjantką po przejściach, wracającą do służby i próbującą rozpocząć życie od nowa. Jej przeszłość, rozpad dotychczasowego świata i zawodowa determinacja tworzą solidną podstawę pod wielotomową serię.

Jednak w pierwszym tomie Ruta nie zawsze jest tak wyrazista, jak wymagałaby tego rola głównej bohaterki. Autorka sygnalizuje jej wewnętrzne rany, słabości i osobiste problemy, ale chwilami bardziej je opisuje, niż pozwala nam naprawdę je przeżyć. Bohaterka ma być skomplikowana, lecz długo pozostaje przede wszystkim poprawnie skonstruowaną postacią literacką.

Brakuje jej nieprzewidywalności. Błędu, który kosztowałby ją naprawdę dużo. Decyzji, po której czytelnik musiałby zadać sobie pytanie, czy nadal stoi po jej stronie. Ruta budzi sympatię, ale nie zawsze fascynuje.

Być może rozwinie się w kolejnych tomach. Na razie jest obietnicą mocnej bohaterki, a nie jej pełną realizacją.

Klimat zamiast napięcia

Największą siłą książki jest miejsce akcji. Suwalszczyzna nie stanowi jedynie dekoracji. Ma własny rytm, pamięć, wierzenia i ciężar. Lasy, odludne domy oraz mała społeczność, w której wszyscy coś o sobie wiedzą, dobrze pasują do historii o dawnym przestępstwie.

Tyle że klimat nie może bez końca zastępować fabuły.

Opis przyrody nie staje się automatycznie napięciem. Ludowy motyw nie zawsze pogłębia tajemnicę. Niedopowiedzenie nie jest jeszcze psychologią. A spokojna narracja nie musi oznaczać narracji hipnotyzującej.

W „Czerwonej nici” atmosfera bywa gęsta, ale akcja zbyt często pozostaje rozrzedzona. Autorka konsekwentnie unika epatowania brutalnością, co samo w sobie jest zaletą. Niestety momentami unika również dramaturgii. Zbrodnia dokonana na dzieciach powinna wywoływać gniew, strach i niemal fizyczny dyskomfort. Tutaj emocje bywają filtrowane przez elegancki, wygładzony język.

W rezultacie książkę czyta się dobrze, ale rzadko z drżącymi rękami.

Za dużo gatunków przy jednym stole

„Czerwona nić” próbuje być jednocześnie kryminałem, powieścią psychologiczną, historią obyczajową, opowieścią o nowym początku, portretem lokalnej społeczności oraz narracją wykorzystującą ludowe wierzenia.

Nie wszystkie te warstwy łączą się równie naturalnie.

Kiedy śledztwo nabiera tempa, wątki obyczajowe potrafią je wyhamować. Kiedy pojawia się ciężar tragedii, lżejsze fragmenty osłabiają jej wydźwięk. Gdy książka zaczyna dotykać mroku, szybko odsuwa się w stronę bezpieczniejszej narracji.

Autorka najwyraźniej chce zaoferować coś więcej niż klasyczne „kto zabił?”. To ambitne i godne uznania. Jednak powieść, która próbuje być wszystkim naraz, łatwo traci gatunkową tożsamość. „Czerwona nić” jest zbyt obyczajowa dla miłośników rasowego kryminału i zbyt mocno związana ze śledztwem, by całkowicie oddać się psychologii oraz życiu bohaterów.

Czy tajemnica się broni?

Sama zagadka jest wystarczająco interesująca, aby prowadzić czytelnika do końca. Znaleziony po latach bucik przewiązany czerwoną nitką to mocny symbol i dobry punkt wyjścia do wznowienia śledztwa. Autorka umiejętnie wykorzystuje również pamięć mieszkańców, stare lęki oraz mechanizm zbiorowego milczenia.

Problemem nie jest więc brak pomysłu, lecz sposób dawkowania informacji.

Część tropów pozostaje w cieniu nie dlatego, że została mistrzowsko ukryta, ale dlatego, że narracja długo zajmuje się innymi sprawami. Finał przynosi potrzebne emocje, jednak nie wszystkie wcześniejsze fragmenty budują go z jednakową siłą. Można odnieść wrażenie, że powieść przez większą część czasu oszczędza energię, aby uruchomić ją dopiero pod koniec.

To za mało, by mówić o thrillerze trzymającym w napięciu od pierwszej do ostatniej strony.



Plusy

Najmocniej bronią się:

– sugestywnie przedstawiona Suwalszczyzna,
– ciekawy punkt wyjścia związany z nierozwiązaną zbrodnią,
– dojrzała bohaterka zamiast kolejnej genialnej śledczej bez słabości,
– atmosfera małej społeczności skrywającej dawne tajemnice,
– powściągliwość w przedstawianiu przemocy,
– potencjał na rozwój całej serii.

Minusy

Najbardziej przeszkadzają:

– zbyt wolne tempo,
– przewaga obyczajowości nad właściwym śledztwem,
– chwilami nadmiernie wygładzony sposób opowiadania o tragedii,
– bohaterka, która dopiero czeka na pełne rozwinięcie,
– napięcie budowane nierówno,
– zbyt wiele warstw osłabiających kryminalny rdzeń książki.

Podsumowanie

„Czerwona nić” nie jest złą książką. Jest książką zbyt zachowawczą jak na historię, której fundamentem jest śmierć dwojga dzieci i trzydzieści lat społecznego milczenia.

Agnieszka Jeż stworzyła klimatyczne, poprawnie napisane otwarcie nowej serii, ale nie odważyła się wystarczająco mocno wejść w mrok własnego pomysłu. Zamiast kryminału, który zostawia czytelnika z poczuciem gniewu i niepokoju, otrzymujemy elegancką opowieść obyczajowo-kryminalną, dobrze prezentującą się w dłoni, lecz niezostawiającą równie głębokiego śladu w pamięci.

Tytułowa nić miała prowadzić przez zbrodnię, strach i trzy dekady kłamstw. Niestety chwilami plącze się pomiędzy opisami regionu, osobistymi problemami bohaterki i gatunkowymi dodatkami.

Dla miłośników spokojnych, klimatycznych kryminałów – interesujący początek serii. Dla czytelników szukających ostrego tempa, psychologicznego ciężaru i fabuły zaciskającej się wokół gardła – zdecydowanie za mało.

Ocena Books When I Read: 5,5/10

Piękny krajobraz, mocny pomysł i stanowczo zbyt delikatnie poprowadzona zbrodnia.

Komentarze