„Miłość i inne obsesje” – świetny pomysł pogrzebany pod toną gadania






„Miłość i inne obsesje” – świetny pomysł pogrzebany pod toną gadania

Liane Moriarty

Dla kogo?

Dla czytelników, którzy potrafią wybaczyć książce niemal całkowity brak tempa, jeśli w zamian dostają psychologiczne rozbieranie bohaterów na części pierwsze.

Jeśli jednak opis obiecujący stalking, obsesję, zazdrość i kobietę śledzącą byłego partnera sprawił, że liczycie na napięcie — przygotujcie się na rozczarowanie.

Bo potencjalnie niepokojąca historia została tutaj momentami przerobiona w ponad pięćsetstronicową sesję analizowania emocji.

Krótki opis

Ellen jest hipnoterapeutką. Poznaje Patricka i szybko odkrywa, że w pakiecie z nowym związkiem dostaje również jego przeszłość.

A dokładniej Saskię — byłą partnerkę Patricka, która nie potrafi zaakceptować rozstania.

Kobieta śledzi jego życie, pojawia się tam, gdzie nie powinna, i wie o nim zdecydowanie więcej, niż powinna wiedzieć była dziewczyna.

Normalny człowiek prawdopodobnie zacząłby się bać.

Ellen?

Ellen jest zafascynowana.

I właśnie tutaj zaczyna się historia, która mogła być kapitalnym psychologicznym thrillerem o cienkiej granicy między miłością, żałobą po związku i obsesją.

Mogła.

Za

Największą zaletą książki jest sam punkt wyjścia.

Moriarty bierze sytuację, którą łatwo byłoby sprowadzić do prostego schematu „szalona była kontra nowa partnerka”, i próbuje pokazać ją z kilku stron.

Saskia nie jest jedynie papierowym potworem stojącym za krzakiem z lornetką. Dostajemy dostęp do jej emocji, frustracji i poczucia utraty.

To właśnie ona jest zresztą najbardziej interesującą postacią tej powieści.

Paradoksalnie stalkerka ma momentami więcej psychologicznej energii niż ludzie, których prześladuje.

Moriarty dobrze pokazuje też, że zakończenie związku dla dwóch osób może oznaczać coś zupełnie innego. Dla jednej jest zamkniętym rozdziałem. Dla drugiej — rozpadem całego świata.

To jest naprawdę ciekawy temat.

Problem polega na tym, co autorka z nim robi.

Przeciw

1. Ta książka jest zdecydowanie za długa

Ponad pięćset stron dla historii o takim zakresie wydarzeń to literacka inflacja.

Moriarty analizuje.

Potem analizuje analizę.

Następnie bohater zastanawia się nad tym, co przed chwilą przeanalizował.

A później ktoś jeszcze interpretuje jego reakcję.

I człowiek zaczyna tęsknić za jakimkolwiek wydarzeniem.

Nie oczekuję po każdej książce pościgów samochodowych i trzech trupów przed setną stroną.

Ale fabuła powinna jednak od czasu do czasu przypomnieć sobie, że istnieje.

2. Thriller? Nie bardzo

Motyw stalkingu aż prosi się o napięcie.

Ktoś wie, gdzie jesteś.

Ktoś obserwuje twoją rodzinę.

Ktoś pojawia się w miejscach, w których nie powinien.

Brzmi niepokojąco?

Na papierze — bardzo.

W praktyce napięcie zostaje regularnie rozbrojone przez kolejne wewnętrzne monologi, rozważania i psychologiczne komentarze.

Zamiast zastanawiać się:

„Co Saskia zrobi?”

częściej zastanawiałem się:

„Czy ktoś w tej książce wreszcie coś zrobi?”

3. Ellen jest momentami niewiarygodnie bierna

Jej fascynacja Saskią początkowo jest interesująca. Ellen jest przecież hipnoterapeutką, więc zainteresowanie psychiką drugiego człowieka ma sens.

Tylko że w pewnym momencie ciekawość bohaterki przestaje wyglądać jak zawodowe zainteresowanie, a zaczyna przypominać kompletny brak instynktu samozachowawczego.

Twój partner mówi:

„Moja była mnie śledzi”.

Przeciętna reakcja:

„Może powinniśmy coś z tym zrobić”.

Ellen:

„Fascynujące. Zastanówmy się, co ona czuje”.

Naprawdę?

4. Patrick wypada przy kobietach zaskakująco blado

Mamy człowieka z poważnym bagażem emocjonalnym, dzieckiem, przeszłością i byłą partnerką, która nie chce zniknąć z jego życia.

Materiał na fascynującą postać.

Tymczasem Patrick często funkcjonuje przede wszystkim jako obiekt emocjonalnego przeciągania liny między kobietami.

Saskia jest ciekawsza.

Ellen jest dziwniejsza.

Patrick po prostu jest.

5. Moriarty za bardzo ufa psychologicznym obserwacjom

Autorka niewątpliwie potrafi obserwować ludzi.

Problem w tym, że czasami zachowuje się tak, jakby każda obserwacja była tak fascynująca, że należy poświęcić jej kilka stron.

Nie należy.

Dobry redaktor spokojnie mógłby tutaj wejść z czerwonym długopisem i wyciąć sporą część książki, nie wyrządzając historii najmniejszej krzywdy.

Wręcz przeciwnie.

Mogłaby na tym zyskać.

Bohaterowie – 6/10

Saskia ratuje tę kategorię.

To bohaterka nieprzyjemna, przekraczająca granice i podejmująca decyzje, których nie sposób usprawiedliwiać, ale przynajmniej wzbudza emocje.

Ellen jest interesująca jako pomysł, lecz irytująco chłodna i bierna.

Patrick pozostaje najbardziej bezbarwnym elementem tego emocjonalnego trójkąta.

Fabuła – 5/10

Pomysł: 8/10.

Wykonanie: 5/10.

Tempo: chwilami 3/10.

To mogła być duszna, niepokojąca historia o obsesji.

Zamiast tego dostajemy obyczajową powieść psychologiczną, która zbyt często zamienia dramat w intelektualne ćwiczenie.

Dialogi – 6/10

Naturalne i sprawnie napisane, ale nie mają siły napędowej.

Bohaterowie częściej za ich pomocą analizują relacje, niż naprawdę się ze sobą zderzają.

A przy takim materiale chciałoby się więcej emocjonalnych iskier.

Styl – 6/10

Moriarty pisze lekko i potrafi celnie obserwować absurd codziennych zachowań.

Problemem nie jest więc to, jak pisze.

Problemem jest to, że pisze tego za dużo.

Znacznie za dużo.

Ocena końcowa: 5/10

Miłość i inne obsesje ma jeden z tych pomysłów, przy których po przeczytaniu opisu człowiek myśli:

„To musi być dobre”.

Nie musi.

Liane Moriarty bierze świetny temat stalkingu, obsesyjnej miłości, zazdrości i niemożności pogodzenia się z końcem związku, a następnie rozcieńcza go setkami stron introspekcji.

Nie jest to książka fatalna.

To chyba jeszcze bardziej frustrujące.

Bo pod tym całym gadaniem naprawdę znajduje się dobra powieść.

Tylko trzeba byłoby najpierw wykreślić z niej jakieś sto pięćdziesiąt stron.

Books When I Read: 5/10

Bez lukru: świetny temat, dobra obserwacja psychologiczna i Saskia, która kradnie książkę. Reszta przypomina terapię grupową, na której wszyscy mówią przez pięćset stron, ale nikt nie chce wreszcie przejść do sedna.




Komentarze