Recenzja książki „Szkoła uczuć” Ilony Łepkowskiej



Recenzja książki „Szkoła uczuć” Ilony Łepkowskiej

„Szkoła uczuć” (Wydawnictwo Flow, 2026) to powieść, która przed premierą zalała media społecznościowe falą estetycznych zapowiedzi. Odcinając się jednak od sfery marketingowej i oceniając wyłącznie treść, dostajemy pozycję bardzo rzemieślniczą – sprawnie napisaną, ale głęboko wtórną.

Plusy (Co w książce się udało?)

  • Piękny styl pisania: Warsztat autorki jest niezaprzeczalny. Tekst jest niezwykle płynny, a dialogi naturalne. Książkę czyta się bardzo szybko i bez zgrzytów językowych.
  • Ważne i poruszające tematy: Autorka podejmuje próbę zmierzenia się z motywem nostalgii, utraconych szans oraz konfrontacji młodzieńczych marzeń z dorosłą, często rozczarowującą rzeczywistością.
  • Moje wrażenia: Pierwsze rozdziały, osadzone w 2002 roku, potrafią wywołać autentyczne emocje i sentymentalny uśmiech u czytelników, którzy pamiętają tamte czasy.

Minusy (Gdzie powieść zawodzi?)

  • Przewidywalna fabuła: Historia oparła się na schemacie, który w literaturze obyczajowej widzieliśmy setki razy. Motyw miłości ze szkolnych lat, rozdzielenia przez los i spotkania po 25 latach (Nowy Jork kontra polska prowincja) nie zaskakuje ani jednym zwrotem akcji.
  • Nierówne tempo akcji: O ile początek buduje ciekawość, o tyle środkowa część książki zaczyna nużyć powtarzalnymi przemyśleniami bohaterów, a samo zakończenie wydaje się pośpieszne i nie do końca przekonujące.
  • Płytcy bohaterowie: Marta i Adam to postacie skrojone pod z góry określone role (sukces kontra prostota). Brakuje im psychologicznej głębi, przez co ich dorosłe dylematy momentami wydają się infantylne.

Plan i analiza krytyczna

Podstawą rzetelnej oceny jest analiza tego, co autor chciał przekazać. W warstwie emocji książka miała rezonować z dojrzałym czytelnikiem. Niestety, zamiast głębokiego dramatu o ludziach z dwóch różnych światów, struktura powieści przypomina scenariusz telewizyjnej telenoweli. Konstrukcja oparta na ciągłych niedomówieniach między bohaterami sztucznie generuje konflikt, co osłabia wiarygodność całej historii.

Ocena końcowa

Kierując się zasadą, że czytelnik szuka prawdy, a nie laurki, oraz pamiętając, że ocenie podlega wyłącznie książka, a nie osoba pisząca:
Ocena: 2/5 (Słaba / Przeciętna)
„Szkoła uczuć” to poprawnie zrealizowane, ale mało odkrywcze czytadło. Książka sprawdzi się jako lekka, niewymagająca lektura na jeden wieczór dla fanów klasycznych romansów, jednak wymagający miłośnik literatury obyczajowej poczuje niedosyt z powodu braku oryginalności.


Komentarze