BOOKS WHEN I READ | RODZICIELSTWO I EDUKACJA | RECENZJA W ODCINKACH 01
Czy rodzic może bać się własnego dziecka? Książka, która zburzyła moje wyobrażenie o wychowaniu
Ross W. Greene – „Trudne emocje u dzieci. Jak wspólnie rozwiązywać problemy w domu i w szkole”
Część 1. Kiedy rodzic zaczyna bać się własnego dziecka
Pierwsze wrażenia z lektury, zaskakujące wyznania rodziców i pytania, których nie sposób zignorować.
Przez najbliższy czas na blogu Books When I Read zamierzam publikować coś nieco innego niż tradycyjne recenzje literackie. Rozpoczynam cykl obszernych recenzji książek poświęconych rodzicielstwu, wychowaniu dzieci, psychologii rodzinnej i edukacji. Nie będą to krótkie omówienia zakończone oceną w skali od jednego do dziesięciu. Chcę czytać, analizować, konfrontować przedstawione przez autorów metody z rzeczywistością i dzielić się refleksjami na bieżąco.
Każda kolejna część recenzji będzie powstawała wraz z postępami w lekturze. Bez udawania, że już znam wszystkie odpowiedzi. Bez wydawania ostatecznych wyroków po przeczytaniu kilkunastu stron.
I zaczynam od książki, która już na samym początku naprawdę mną wstrząsnęła.
„Trudne emocje u dzieci” doktora Rossa W. Greene’a.
„Nie potrafię polubić mojej córki”. Czy można wyobrazić sobie bardziej bolesne wyznanie matki?
Przyznam, że zanim sięgnąłem po tę książkę, pewne sytuacje rodzinne wydawały mi się niemal niewyobrażalne.
Wiedziałem oczywiście, że dzieci bywają nieposłuszne, impulsywne, agresywne czy wyjątkowo trudne w codziennym kontakcie. Wiedziałem, że wychowanie nie zawsze przypomina uśmiechnięte fotografie rodzinne, które oglądamy w mediach społecznościowych.
Ale nie zdawałem sobie sprawy, że rodzic może autentycznie bać się własnego dziecka.
Że dom, który powinien być miejscem bezpieczeństwa, może zamienić się w przestrzeń nieustannego napięcia.
Że matka może obawiać się kolejnego wybuchu złości córki, następnej awantury, kolejnego popołudnia, podczas którego wystarczy jedno niewłaściwe słowo, aby rozpętała się burza.
A przede wszystkim, że może dojść do momentu, w którym kobieta przyznaje:
„Nie potrafię polubić mojej córki”.
To wyznanie jest wstrząsające. Nie dlatego, że natychmiast powinno skłaniać nas do potępienia matki. Przeciwnie. Każe zastanowić się, ile bezsilności, frustracji, odrzucenia i rozpaczy musi nagromadzić się w człowieku, aby wypowiedział takie słowa.
Czy oznacza to, że przestał kochać swoje dziecko? Niekoniecznie.
Można kochać dziecko i jednocześnie nie radzić sobie z jego zachowaniem. Można pragnąć dla niego wszystkiego, co najlepsze, a równocześnie marzyć o kilku godzinach spokoju. Można wreszcie dojść do granicy psychicznej wytrzymałości, nie tracąc miłości, lecz tracąc nadzieję, że cokolwiek jeszcze da się zmienić.
I właśnie o takich relacjach Greene pisze bez upiększania rzeczywistości.
Debbie i Kevin. Dzieci, wobec których zawiodły dotychczasowe metody
Już na pierwszych stronach poznajemy Debbie i Kevina — dzieci, których zachowania stanowią ogromne wyzwanie dla rodziców.
Autor opisuje sytuację matki, która próbowała właściwie wszystkiego, co tradycyjnie kojarzymy z wychowaniem.
Były nagrody i kary. Było tłumaczenie, przekonywanie, ignorowanie niepożądanych zachowań, a także próby konsekwentnego egzekwowania zasad.
Pojawiały się również interwencje specjalistyczne, które nie przynosiły oczekiwanych rezultatów.
A problemy nie znikały.
Rodzice pozostawali sfrustrowani, zagubieni, rozgoryczeni i wyczerpani.
Zwróciłem uwagę na jeszcze jedną rzecz: Greene nie ogranicza się do opisu zachowania dziecka. Pokazuje również, co dzieje się z dorosłymi, którzy przez długi czas nie potrafią znaleźć rozwiązania.
Bo przecież rodzic też ma emocje.
Rodzic również odczuwa złość, bezradność, rozczarowanie i strach. Również może popełniać błędy. Może reagować zbyt ostro, a później mieć wyrzuty sumienia. Może obiecywać sobie, że następnym razem zachowa spokój, a mimo to ponownie stracić cierpliwość.
Powstaje błędne koło.
Dziecko zachowuje się w sposób, którego rodzic nie akceptuje. Rodzic zaostrza reakcję. Dziecko odpowiada jeszcze większym oporem. Dorosły uznaje to za kolejną próbę podważenia jego autorytetu.
I następnego dnia wszystko zaczyna się od początku.
„Każde dziecko jest grzeczne, jeśli potrafi”. Jedno zdanie, które zmienia perspektywę
Na okładce książki znalazło się zdanie, które stanowi fundament podejścia Greene’a:
„Każde dziecko jest grzeczne, jeśli potrafi!”.
Przyznam, że początkowo wzbudziło ono we mnie pewien opór.
Bo czy rzeczywiście każde?
A co z dzieckiem, które doskonale wie, czego od niego oczekujemy, a mimo to odmawia wykonania polecenia?
Co z siedmiolatką, która chce natychmiast dostać to, czego żąda, nie przyjmując do wiadomości odmowy?
Co z dzieckiem, które potrafi zachowywać się poprawnie w szkole, u znajomych czy podczas wizyty u dziadków, ale w domu urządza awantury?
Czy za każdym takim zachowaniem stoi brak określonych umiejętności? Czy czasami nie chodzi po prostu o testowanie granic?
To pytania, których nie zamierzam przemilczać podczas lektury.
Greene proponuje jednak zmianę sposobu myślenia. Zamiast zaczynać od przekonania, że dziecko nie chce zachowywać się właściwie, zachęca do sprawdzenia, czy rzeczywiście potrafi poradzić sobie z wymaganiami konkretnej sytuacji.
Być może nie umie jeszcze regulować emocji. Być może ma trudności z elastycznym myśleniem, znoszeniem frustracji, przechodzeniem od jednej czynności do drugiej albo wyrażaniem swoich potrzeb w sposób akceptowalny dla otoczenia.
To interesująca perspektywa.
Nie oznacza jednak, że dziecku należy pozwolić na wszystko.
Zrozumienie przyczyn trudnego zachowania nie jest przecież tym samym co jego usprawiedliwianie.
I właśnie to rozróżnienie będzie dla mnie jednym z najważniejszych punktów dalszej lektury.
Czy współczesne wychowanie nie zapomina czasem o rodzicach?
Czytając pierwsze strony, zacząłem zastanawiać się nad jeszcze jednym problemem.
W dyskusjach o wychowaniu bardzo często słyszymy, że trzeba rozumieć emocje dziecka, akceptować jego uczucia, szanować potrzeby, unikać zawstydzania i karania.
To ważne postulaty.
Ale gdzie w tym wszystkim znajduje się matka, która po całym dniu pracy potrzebuje ciszy?
Gdzie znajduje się ojciec, który po raz kolejny próbuje spokojnie wytłumaczyć dziecku obowiązujące zasady?
Gdzie znajduje się rodzeństwo, które również ma prawo do bezpieczeństwa, odpoczynku i normalnego życia rodzinnego?
Czy potrzeby jednego dziecka mogą całkowicie zdominować życie pozostałych domowników?
Moim zdaniem nie powinny.
Dziecko ma prawo do trudnych emocji. Nie oznacza to jednak prawa do krzywdzenia innych, niszczenia przedmiotów czy nieustannego naruszania granic najbliższych.
Z drugiej strony rodzic ma prawo wymagać, ale powinien również zastanowić się, czy jego oczekiwania są dostosowane do możliwości dziecka.
Właśnie znalezienie równowagi między tymi dwiema perspektywami wydaje mi się największym wyzwaniem.
Nie chcę książki, która przekona mnie, że winę za wszystkie problemy ponoszą rodzice.
Nie chcę też poradnika, który uzna każde trudne zachowanie dziecka za przejaw złego charakteru i zaleci jedynie większą dyscyplinę.
Chcę zrozumieć, co naprawdę działa.
Metoda, która ma pomagać zamiast jedynie karać
Na okładce wydawca informuje, że przedstawiona metoda została wypróbowana przez ponad 500 tysięcy rodziców.
To imponująca deklaracja, choć na tym etapie lektury nie traktuję jej jeszcze jako dowodu skuteczności. Będę chciał sprawdzić, na jakich badaniach opiera się podejście autora i jakie przynosi rezultaty.
Już we wprowadzeniu Greene zapowiada coś, co szczególnie mnie zainteresowało: konkretne, praktyczne strategie rozwiązywania problemów.
Nie kolejne ogólniki o tym, że należy być cierpliwym.
Nie samo przekonywanie rodziców, aby bardziej kochali swoje dzieci.
Nie obietnicę cudownej przemiany po zastosowaniu jednej wychowawczej sztuczki.
Autor proponuje wspólne rozpoznawanie problemów i poszukiwanie rozwiązań, które uwzględniają zarówno trudności dziecka, jak i uzasadnione oczekiwania dorosłych.
Co ważne, z zapowiedzi książki wynika, że nie będzie to wyłącznie teoria. Poszczególne etapy postępowania mają zostać przedstawione w praktycznej formie.
I na to właśnie liczę.
Chcę sprawdzić, jak te metody wyglądają w konkretnych sytuacjach. Co zrobić, kiedy dziecko krzyczy? Kiedy odmawia współpracy? Kiedy nie dotrzymuje ustaleń? Kiedy każda próba rozmowy kończy się kolejnym konfliktem?
A przede wszystkim — co zrobić, kiedy rodzic naprawdę nie ma już siły?
Pierwsze wrażenie: to nie będzie wygodna lektura
Po przeczytaniu wprowadzenia mam poczucie, że „Trudne emocje u dzieci” nie jest książką, którą można potraktować jak zbiór przyjemnych porad wychowawczych do przeczytania przy porannej kawie.
To książka, która już na początku zmusza do konfrontacji z niewygodną rzeczywistością.
Pokazuje rodziny, w których miłość nie wystarcza, aby codzienność była spokojna. Rodziców, którzy próbowali różnych metod, a mimo to czują się bezradni. Dzieci, których zachowanie bywa niezrozumiałe nawet dla najbliższych.
Nie zamierzam jednak przyjmować wszystkich twierdzeń autora bezkrytycznie.
Będę sprawdzać, czy jego propozycje są rzeczywiście praktyczne, czy uwzględniają granice i potrzeby wszystkich członków rodziny oraz czy można je zastosować również wtedy, gdy dziecko odmawia jakiejkolwiek współpracy.
Bo dobry poradnik wychowawczy nie powinien jedynie pięknie brzmieć.
Powinien pomagać rodzinom żyć lepiej.
I właśnie pod tym kątem zamierzam oceniać książkę doktora Greene’a.
A teraz chciałbym zapytać Was, rodzice…
Czy zdarzyło Wam się kiedykolwiek bać reakcji własnego dziecka?
Czy byliście w sytuacji, w której zrezygnowaliście z postawienia granicy tylko dlatego, że nie mieliście już siły na kolejną awanturę?
Czy mieliście poczucie, że wszystkie stosowane dotychczas metody wychowawcze zawodzą?
A może znacie rodziny, w których jedno dziecko swoim zachowaniem podporządkowuje sobie życie wszystkich domowników?
Nie pytam po to, aby kogokolwiek oceniać. Interesują mnie prawdziwe doświadczenia, a nie idealny obraz rodzicielstwa znany z poradnikowych sloganów.
Zapraszam do dyskusji. Szczególnie rodziców, nauczycieli, pedagogów i terapeutów.
W kolejnych odcinkach będę analizował następne rozdziały książki, konkretne przypadki i proponowane przez Greene’a rozwiązania. Sprawdzimy wspólnie, co może rzeczywiście pomóc, a co budzi uzasadnione wątpliwości.
Ciąg dalszy nastąpi.
BOOKS WHEN I READ — cykl „Rodzicielstwo i edukacja bez lukru”
Recenzja cząstkowa nr 1. Na podstawie początku książki „Trudne emocje u dzieci” Rossa W. Greene’a. Ocena końcowa zostanie wystawiona po zakończeniu lektury.
#BooksWhenIRead #TrudneEmocjeUDzieci #RossGreene #Rodzicielstwo #WychowanieDzieci #PsychologiaDziecka #Edukacja #TrudneDzieci #RelacjeRodzinne #RecenzjaKsiążki

Komentarze
Prześlij komentarz